N

Na początku byli ogrodnicy

Historia designer toys (dizajnerskich zabawek, inaczej urban toys, urban vinyl) to historia o tym, jak kultura wschodnia remiksuje potężne źródło inspiracji – kulturę Zachodu. Chociaż to tak naprawdę historia o Hongkongu, w którym w latach 90., z racji dziwacznego statusu bycia poza Chinami, dosyć swobodnie mógł płynąć strumień idei z Europy i Stanów Zjednoczonych. Królowała zachodnia telewizja, a wraz z nią rozrastająca się kultura ulicy, przesiąknięta osiadłą już sceną graffiti, hip hopu i skateboardingu. Hongkong surfował po zachodnim świecie wyobraźni.

W tym samym czasie, po obu stronach globu, tworzy się nieoficjalna scena młodych ludzi, dla których nostalgia za latami 70. to nostalgia za dzieciństwem i złotym wiekiem figurek Star Wars i pierwszych modeli G.I. Joe. Wygrzebywane na targach staroci osiągają coraz wyższe ceny. Powoli jednak nie wystarczy już samo kolekcjonowanie i patrzenie, rodzi się potrzeba kreacji: wpierw chęć remiksu ze starych form, a potem chęć stworzenia czegoś zupełnie nowego.

To jest ten moment

Rok 1999. Michael Lau, mieszkający w Hong Kongu kolekcjoner starych zabawek, przez 9 miesięcy tworzył serię Gardeners [Ogrodnicy] — 99 figurek, które przedstawiają postaci z jego komiksu. Figurki to skaterzy, snowboardziści i surferzy. Wiszące spodnie, czapeczki z daszkiem, tatuaże i grube złote naszyjniki. Postaci, które nie odwołują się do filmowych czy komiksowych bohaterów, ale do realnych młodych ludzi, zanurzonych w swoim własnym świecie. To jest ten moment. A może to tylko legenda, która tworzy klasyczną historię o budowaniu czegoś z niczego, gdzieś na końcu świata. Niemniej pasuje do całości, nawet jeśli ma swoje boczne ścieżki.

Według legendy po wystawie, na której zaprezentowano Gardeners, wszystko toczy się bardzo szybko. Ponownie zostaje odkryty winyl – jest tani nawet przy niskich nakładach, otwarty na różnorodne kształty a jego powierzchnia idealnie pasuje do dalszych eksperymentów. W ciągu 5 lat zmienia się cała kultura (i rynek) wokół dizajnerskich zabawek. Z Hongkongu przeskakują do Japonii, a potem do Stanów Zjednoczonych. Później są już wszędzie.

Najwięcej pracowni produkujących designer toys powstaje w Hongkongu i do dziś to miasto króluje. Stamtąd też wywodzi się wielu znanych twórców i słynne postacie figurek – graficiarzy, muzyków punkrockowych, raperów, królików z papierosami i rzesza stworów. Rodzi się Qee, Kubrick. Z kolei w USA powstaje Dunny i Munny.

Dizajnerskie zabawki osiągają swój statut. Tylko jaki on jest?

Małe to zabawka, duże to sztuka

W jednym z wywiadów Michael Lau w bezczelny sposób mówił: Idziemy do galerii Saatchi w Londynie. To wszystko zabawki, tylko w dużym formacie. Jeśli jest to miniatura, to jest zabawka. Jeśli jest duże, to jest sztuka. Patrząc na kwiatowe rzeźby Puppy Jeffa Koonsa, ogromną Czarodziejkę z Księżyca Takashiego Murakamiego czy perwersyjne manekiny Jakea i Dinos Chapmanów, trudno się z tym nie zgodzić. Oczywiście, można mówić o całym kontekście, krytycznym podejściu wobec konsumpcyjnego współczesnego społeczeństwa, jakie kryje się za pracami tych artystów, wystawianych w największych galeriach i muzeach na świecie. Czy jednocześnie jednak należy odmówić takiego kontekstu twórcom dizajnerskich figurek?

Od momentu powstania sceny designer toys do dzisiaj wiele się zmieniło. I nie chodzi o to, że zostało to nieźle przemielone przez żarłoczność największych gigantów amerykańskiej rozrywki. Zmieniło się podejście. Z jednej strony sam Murakami wprowadził, niczym starszy brat, dizajnerskie zabawki do świata sztuki, stając się jednym z ich twórców i jednocześnie tworząc nowy przedział cenowy. Z drugiej strony – narodziły się gwiazdy, jak pionierzy Eric So, Bounty Hunter czy późniejsza fala: KAWS, Futura, James Jarvis, Frank Kozik. Z trzeciej zaś – instytucje kultury zauważyły potencjał nie tylko przyciągnięcia dużej rzeszy publiczności, która wcześniej nie zawitała w progi galerii czy muzeum. To również potencjał mówienia o rzeczach ważnych nowym językiem. Może zbyt popowym, infantylnym, a czasem nawet zbyt slangowym. Czy jednak o ważnych rzeczach nie można mówić w niepoważny sposób?

W 2009 roku po raz pierwszy na taką skalę dizajnerskie zabawki zawitały do Polski, kiedy to pokazana została wystawa Designer Toys w galerii Dizajn BWA Wrocław (wówczas jeszcze galerii Design). Połączono świetną prezentację kolekcji Gerarda Poota (w tym prace Michaela Lau) z fotografiami Abe-a (figurki w nowych, zaskakujących scenografiach), puzzlo-kolażami Szy Mury (tzw. jigsaw) i właśnie pierwszymi postaciami z rodzącej się dopiero kolekcji Vinylcanvas, tworzonej przez Łukasza Liebersbacha.

Muzeum wyobraźni Munny’ego

Od tamtej wystawy minęło już ponad pięć lat. Teoretycznie to bardzo niewielki okres czasu, zaledwie pół dekady. Kiedy jednak spojrzy się głębiej, to zauważy się ogromne zmiany. Pamiętam moment, kiedy nagle okazało się, że w otaczającej nas przestrzeni mamy mnóstwo niesamowitych twórców – grafficiarzy, grafików, ilustratorów, twórców komiksów. Bez wątpienia to zasługa internetu, który pozwolił wydobyć z zapyziałych zakątków miasta czy też z brudnych szuflad całe stosy pięknych prac. Blogowanie wtedy stało się powszednie, ale co ważne – blogowali także twórcy, pokazując zdjęcia ścian, skany rysunków, grafiki. To był język, w którym można było się odnaleźć: żywy, pulsujący i elektryzujący. To był złoty wiek.

W tym okresie powstawał polski świat Munny’ego – czystej figurki, która stała się weszła do projektu Vinylcanvas. Idea stworzenia kolekcji była bliska komercyjnej galerii www.vinylcanvas.com, w której grupa twórców (z różnych środowisk, chociaż mocno ze sobą połączonych) prezentowała swoje wizje. Wychodząc od dizajnu formy Munny’ego, wkraczali w świat unikatowych postaci. Malowanych, drapanych, podpalanych, przekuwanych. Część z tych prac była widoczna i otwarta dla kupujących. Część zasilała prywatną kolekcję Łukasza Liebersbacha. Można było obserwować, jak to rośnie, a raczej eksploduje kolejnymi nazwiskami.

Projekt Vinylcanvas nie jest rozwijany o kolejne nazwiska, czego powód, z poczuciem dystansu, bez problemu podaje kolekcjoner. Tymczasowe wskrzeszenie (parę nowych figurek przygotowanych specjalnie na wystawę) poprzedzi oficjalne zamknięcie kolekcji w potężnym pudle oraz wyjątkową prezentację jej na nowo powstałej stronie internetowej, prezentującej nie tylko artystów i figurki, ale przede wszystkim historię pewnego zjawiska.

Tytuł Złoty wiek jako skojarzenie przywołuje poczucie czegoś wspaniałego, elektryzującego i trochę wzniosłego, co przeminęło i przekształciło się w kolejną formę. Dlatego też nie dziwi mnie, że właśnie teraz w Toronto pokazywana jest tak duża wystawa designer toys. W muzeum dizajnu kuratorzy John Wee Tom, Sara Nickelson i Pharrell Williams pokazują świat zabawek, które nie są zabawkami. Chociaż tak naprawdę pokazują to, jak bardzo czują się emocjonalnie związani z twórcami i środowiskiem, które za tym stoi. Zbieżność terminu kanadyjskiej wystawy i tej, obecnej w galerii Dizajn tylko z pozoru jest przypadkowa, oddaje bowiem charakter pewnych emocji, w tym nostalgii u osób urodzonych gdzieś w latach 70. i 80.

Złoty wiek. Kolekcja Vinylcanvas to wystawa przygotowana przez tych, którzy czytali Alicję w Krainie Czarów na przemian z przygodami Batmana oraz Profesora Nerwosolka. Dlatego czerwone dywany prowadzą do białych ścian, a muzealny gzyms mutuje w dziwaczne formy. Czasami o rzeczach ważnych warto mówić w niepoważny sposób.


Tekst pojawił się w publikacji towarzyszącej wystawie Złoty wiek. Kolekcja Vinylcanvas w galerii Dizajn BWA Wrocław (15.05-21.06.2014), kuratorka: Beata Bartecka.


tekst: Beata Bartecka, figurka: Tomasz Płonka Butcher (foto: Justyna Fedec)