J

Jak uczyć o projektowaniu graficznym?

Maciej Kodzis (Pillcrow): Multidyscyplinarnie. Z mojego doświadczenia wynika, że to najwięcej dał mi dostęp do różnych dziedzin projektowych na studiach. Miałem zajęcia związane z typografią, 3D, animacją, ale również z rysunek czy ogólnie z artystyczną działalnością. Teraz stale używamy tego w pracy zawodowej. Znamy język tych dziedzin i mamy pojęcie, jak rozmawiać z ludźmi, którym polecamy określone rzeczy. Dużo łatwiej jest również oceniać rzeczy. Nasze rozumienie całości jest zupełnie inne niż naszych kolegów, którzy uczyli się tylko na przykład typografii. Z drugiej strony w Kopublikacji trochę to rozdzielamy. Bardziej skupiamy się, by nawiązać współpracę między ludźmi i nauczyć języków w danym obszarze. Myślę, że warto by było przy kolejnych edycjach wzmocnić wiedzę z pokrewnych dziedzin.

Grzegorz Owczarek (Pillcrow): Ważne, by trochę się tym pobawili. W tym roku mieliśmy trochę takich elementów, jak chociażby zajęcia, na których wspólnie powstał zine, albo też pracowali w różnych skalach, raz to był magazyn, innym razem plakat.

MK: Na to Janek Bajtlik zwracał uwag, że ilustrator też powinien popracować na InDesignie, by umiał zrobić okładkę czy złożyć tekst do książki.

Podczas naszej rozmowy Janek podkreślał, że ilustrator nie musi być świetnym projektantem, ale powinien znać ten język, rozumieć z czym wiąże się ta dziedzina, by potem dobrze pracować i rozumieć projektanta. 

MK: Bardzo ważna w nauce jest właśnie ta praca grupowa. W Kopublikacji współpracujemy nie tylko pomiędzy grupami, ale również wewnątrz nich. Są wspólne przeglądy i korekty, różne dyskusje – to bardzo dużo daje, bo uczysz się na błędach innych. Bardzo rzadko widzę takie sytuacje na uczelni. Oczywiście sam staram się wprowadzać pracę grupowa, na co studenci strasznie narzekają, są bowiem przyzwyczajeni do indywidualnych korekt i podejścia. Marudzą, bo ktoś nie przyjdzie albo się nie odzywa przez dwa tygodnie, a robota stoi.

GO: Tak to niestety działa. W pracy grupowej masz naczynia połączone i czasami musisz za kogoś wziąć odpowiedzialność. Nie zawsze trzeba być tylko w pozycji króla, który sam wszystko ustala. Tak może działają artystyczne projekty na uczelni, nie zaś życie i praca zawodowa.

MK: Odeszliśmy też chyba od trybów, że robi się jedną rzecz. Mamy Olę Niepsuj, która projektuje graficznie i do tego robi ilustracje. Albo mamy osoby, które robią książki, ale i identyfikacje. Możesz się wyspecjalizować i znaleźć zawężoną grupę klientów, ale z drugiej strony jeśli chcesz działać jako freelancer, to spektrum musi być dużo szersze. I tego akademia raczej nie do końca uczy.

GO: Chociaż jest przekrój dziedzin i mają bardzo duży wybór pracowni. Od studentów oczywiście zależy, jak z tego skorzystają.

Jak się uczyłeś? Co dała ci uczelnia?

GO: Jestem po katowickiej akademii, gdzie faktycznie bardzo duży nacisk kładło się na analityczne myślenie, dzięki czemu przechodzisz z takiego momentu „projektujesz, bo tak” na takie nieustannym myśleniem całościowo nad strukturą. Na początku przychodzi z bólem.

MK: A potem nie da się inaczej projektować niż myśląc o całości.

GO: Dokładnie, w którymś momencie na studiach przeszliśmy na takie projektowanie „gębą”, czyli dużo rozmawiamy. Rozważasz od pierwszych etapów całość projektu. Ważne też było na mojej uczelni, że silnego przywiązania do modernistycznego projektowania, to nie krytykowano cię tylko dlatego, że miałeś bardziej postmodernistyczny pomysł. Zawsze padały pytania, czy to pasuje do kontekstu, czy jest koherentne z tematyką. Jest to trudne, by wykładowcy nie przekładali swojej estetyki i trików, nawet nieświadomych, na studentów.

MK: Co ciekawe, uczę już trzy lata i widzę różnicę, jak zaczynałem a teraz.

Jaka to jest różnica?

MK: Obecnie zdarzają się osoby, które są świadome. Niektórzy jeszcze przed studiami byli na Element Talks czy jakiś warsztatach z projektowania. Mają swoje zainteresowania i preferencje. Z taką osobą mogę zupełnie na innym poziomie rozmawiać, w odróżnieniu od takiej, która trochę przypadkowo wybrała projektowanie. Specyfika wrocławskiego ASP jest wyjątkowa, gdyż nie mamy wydzielonego projektowania czy grafiki. Studenci muszą robić przez pięć lat i artystyczne, i projektowe. Dlatego to jakie osoby przychodzą do Wrocławia mocno różni się od tych, które zdają powiedzmy do Katowic czy Poznania, gdzie są te dziedziny mocno wydzielone.

Wybierając prowadzących na Kopublikację, stawiacie na określone metody pracy, myślenie czy podejścia do zawodu. Jakim kluczem się posługujecie?

MK: To wynika trochę z samego trybu Kopublikacji. Na pierwszej edycji oczywiście wybraliśmy osoby, które są powszechnie znane, ich nazwiska miały przyciągnąć. Na drugiej skupialiśmy się na kwestiach interaktywnych, więc szukaliśmy osób, które zajmują się projektowaniem stron, aplikacji, animacji. Teraz można powiedzieć, że mamy „All Stars” z dwóch poprzednich edycji.

GO: Mamy też Pawła Mildnera, od którego nie możemy się odczepić. Uczestnicy są nim zachwyceni. Jest ciekawą osobą pod wieloma względami. Ma doświadczenie zawodowe pracy z dużymi magazynami, działa w obszarze książki autorskiej, ale jednocześnie ma silny fundament wynikający z wykształcenia na kierunku historii sztuki.

We wszystkich rozmowach z uczestnikami i prowadzącymi Kopublikacji nieustannie pojawia się temat przepływu wiedzy i kultury wizualnej. Z jednej strony jest łatwy i szybki dostęp do wiedzy, ale z drugiej mamy nieustający potok trendów i możliwości przyjrzenia się projektom innych osób. Czy jest łatwiej, czy trudniej?

GO: Czasem chyba zbytnio demonizuje się trendy. Swoje czasy zawsze mają swoją stylistykę. Oczywiście irytują nas takie ewidentne chwilowe mody, ale też miejscami zbyt obsesyjnie staramy się uniknąć skojarzenia. Człowiek tyle widzi, że nie jest w stanie tego uniknąć. Po drugie nie ma czegoś takiego jak zaklepywanie stylistyki.

MK: Zobaczcie, na akademii dużo uczymy o kwestiach wizualnych, ale mam poczucie, że cierpimy na brak lokalnej teorii projektowania. Dlaczego to robimy? Dlaczego robimy to w takich, a nie inny sposób? Dopiero nadrabiamy potężne braki, kiedy ta krytyka się mocno rozwinęła na Zachodzie, a my niekoniecznie mieliśmy do tego dostęp. Często psioczę na jedną rzecz. Mamy konferencję o projektowaniu, ale głównie widzę na niej studentów, nie ma zaś wykładowców. Podobnie wygląda to w przypadku znajomości książek, które pojawiły się w ostatnich 15 latach. Fajnie, że studenci mają dostęp do tej wiedzy, ale myślę, że warto by było przedyskutować i wspólnie przetrawić.

GO: Niestety, sami też nie przeznaczamy tyle czasu, ile byśmy chcieli na dokształcanie. Chciałbym więcej czytać. Zawsze jednak staramy się uczestniczyć w różnych wydarzeniach, dowiedzieć się więcej i poznać nowe postacie. Oczywiście widać, że coś się pojawia, jeśli chodzi o krytykę i teorię, jak chociażby praca Agaty Szydłowskiej, Rene Wawrzkiewicza, Mariana Misiaka, ale ciągle jest to za mało. Chociaż jest o wiele lepiej niż kiedyś. Szkoda też niektórych inicjatyw, które umarły w tym czasie, jak chociaż wydawanie magazynu „2+3D”. Nie pojawiło się nic, nawet cyfrowo, co by wypełniło tę dziurę.

Co poradzilibyście młodym projektantom?

GO: Kopublikacja wymusiła poniekąd taką formę, ale i pokazała, jak ważny jest networking. Faktycznie udaje nam się tworzyć więzi, to może być najlepsza rzecz w Kopublikacji. To nie są warsztaty, na które się przyjeżdża i pracuje bez kontaktu z innymi. Nieustannie ze sobą rozmawiamy, nie tylko o swoich projektach. Ludzie mniej traktują siebie jako konkurencję, ale bardziej jako osobę, od której można się również czegoś nauczyć. Świetnie wychodzą też wspólne wieczorne wyjścia z prowadzącymi, kiedy można porozmawiać z nimi w luźniejszy sposób. Siłą rzeczą głównym tematem jest projektowanie, ale to jest ten moment, gdy faktycznie, że coś się otwiera i schodzi się z facebookowo-przetargowego tonu. Tego brakowało mi na studiach. Nikt tam nie miał ostrych opinii, wszyscy byli uśrednieni. Lubię, gdy ktoś robi swoje i bardzo mocno w to wierzy. Sam jestem młody i bym w życiu nie powiedział ostro „Tak się robi!”. To by było bezczelne. Ale z drugiej strony trochę brakuje takiej postawy.

MK: Ale zobacz, Jan Tschichold w wieku dwudziestu kilku lat powiedział „Tak się robi!”. Czyli można.


Wywiad jest częścią wystawy Kopublikacja. Wystawa nie tylko o książce w galerii Dizajn BWA Wrocław. Kopublikacja to wielomiesięczny cykl warsztatów dla projektantów i ilustratorów, którzy pracowali na przygotowaniem antologii opowiadań wybranych przez organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania.

rozmowa: Beata Bartecka, foto: Alicja Kielan