S

Spotykam się z Pawłem Starcem w Tajnych Kompletach we Wrocławiu. Gdy wchodzę, stoi i rozmawia z Łukaszem, który jest jednym z prowadzących to miejsce, a jednocześnie, jak Paweł, muzykiem. Słucham, jak opowiadają o koncertach, EPkach, poszukiwaniu producenta. Parę chwil później, siadamy w otoczeniu książek, gdzieś pomiędzy reportażami a działem ze sztuką, dizajnem i architekturą. Jest koniec marca, rozmawiamy o jego wystawie, która odbędzie się w maju w galerii fotograficznej Miejsce przy Miejscu. To będzie pierwsza właściwa prezentacja projektu „Makeshift”, który stał się przyczynkiem do tego wywiadu. I znowu przechodzimy do muzyki.

Paweł Starzec: Będąc jeszcze w liceum, zacząłem robić dokument fotograficzny o squattingu w Europie. Mój znajomy wiedział wszystko o postpunkowych zespołach z lat 80. i ciągle mi coś pokazywał. W którymś momencie zgrał mi utwory zespołu Sarlo Akrobata, który szybko doprowadził mnie do grupy Disciplina Kicme. Zacząłem poznawać scenę jugosłowiańską sprzed 1991 roku. Zbiegło się to z czasem, gdy nie miałem pomysłu, co dalej mam robić ze swoją edukacją.

[…]

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „punkt na mapie jest nieruchomy, ale kontekst jest płynny”. Według mnie to zdanie najlepiej opisuje to, co próbujesz zrobić. Rozumiem twoją potrzebę świadomości tych zdarzeń, pokazania, jak ludzie przetwarzają i reagują na traumę. Ciągle jednak pojawia mi się pytanie: po co to robisz? Chociaż wydaje się to oczywiste, dla mnie jest to ciągle niejasne.

Mam dosyć mocno skonkretyzowane poglądy na to, po co jest sztuka i po co w ogóle jest działalność artystyczna, i czym nie jest. Fotografia to wieczne zawody. Nie wierzę w koncepcję misji czy społecznej użyteczności sztuki. Nie wierzę w zmienianie świadomości czy w to, że ktokolwiek spoza środowiska fotografów interesuje się książkami fotograficznymi. Rozumiem, że ktoś może mieć, zwłaszcza jako twórca, zupełnie odwrotne podejście, czuć, że robi coś bardzo istotnego dla innych. Z mojej – podkreślam – z mojej perspektywy sztuka nie spełnia innych funkcji niż zaspokajanie potrzeby twórcy. Świat demokratycznego lasu w mediach nie potrzebuje już fotografów czy reporterów, żeby otwierali okno na świat, więc wszystkie te projekty są osobiste w jakimś stopniu. Z drugiej strony też walka o finansowanie i ostatecznie pozytywną recepcję dosyć szybko powoduje, że zaczynasz rozpatrywać wszystko przez pryzmaty aplikowalności, łatwości wpisania twojej indywidualnej wypowiedzi w jakieś ramy zależności.

[…]

 

Fragment wywiadu, który ukazał się w magazynie Portalu O.pl [24.05.2017].


rozmowa: Beata Bartecka; foto: Paweł Starzec