I

Ilustracja to dziedzina, która jest pomiędzy sztukami pięknymi a projektowaniem.

Paweł Mildner: Rzeczywiście tak jest, że od ilustratora oczekuje się zazwyczaj polotu w warstwie koncepcyjnej oraz formalnej; z drugiej strony masz ten drugi, inżynieryjny aspekt pracy, gdzie musisz dbać o wytyczne w postaci briefu, kontekst layoutu, docelowe okoliczności produkcji itp. Całość to balansowanie pomiędzy. Ilustrator to malarz, któremu ktoś wreszcie płaci za malowanie, ale pod pewnymi warunkami. W swojej pracy odrywa nogi od ziemi, ale tylko trochę.

Jak zatem o tym uczyć?

Na warsztatach Kopublikacji spełniam raczej funkcję delikatnego kuratora wskazującego na możliwości niż dyrektora artystycznego, mówiącego, że jest źle i ma być inaczej. Staramy się przeprowadzić rzecz tak, żeby uczestnicy przemawiali własnym głosem, ale z dochowaniem standardów branżowych. Podczas pracy nad ilustracjami do opowiadań, kładziemy nacisk na opanowanie podstaw: dobór kolorów, kompozycji, ogólne zwracanie uwagi na formę. Omawiamy te tematy bazując na przykładach z ilustracji, malarstwa, czasami fotografii. Skupiamy się także na patrzeniu na ilustrację ze strony odbiorcy – to bardzo ważne, jako że początkujący ilustratorzy mają zwykle skłonności do egzaltacji, a w zawodowej ilustracji nie ma na nią miejsca. Poza tym, jeśli pójdziesz w  skrajnie subiektywne odczuwanie, to odbiorca może nie zauważyć, w jaki sposób materiał graficzny nawiązuje do tekstu. Kolejną istotną kwestią jest unikanie rozwiązań oczywistych – tak w formie, jak i w pomyśle, bo ilustracja powinna zawierać w sobie jakiś element zaskoczenia. Zauważyłem na przykład, że niektórzy mają pociąg do dosłowności, robienia zdjęć tekstowi, podczas gdy czytając zbiór opowiadań czytelnik nie potrzebuje zdublowanej treści. To takie nudne! Ilustracja może odbijać opowieść, nawiązywać do niej, może się z nią bawić, a kiedy nabierze się jakieś biegłości, to nawet przedrzeźniać.

Skąd czerpać inspiracje?

Czerpanie inspiracji nie powinno kończyć się na ilustracji – w zasadzie najlepiej, jeśli się na niej nawet nie zaczyna, bo działając w taki sposób bazujemy na tym, co ktoś już odfiltrował z własnych źródeł. To grozi poważnym samoograniczeniem i powielaniem istniejących rozwiązań. Najciekawiej jest chyba dać na siebie wpływać wszystkiemu, co widzialne, a jak potrafisz – to także słyszalne. Bo w końcu ilustracja czy projekty to pewnego rodzaju odbicie otaczającego świata. Rysowanie to jest to samo co mówienie, jak opowiadanie filmu. Robisz to swoimi słowami, wynika to z ciebie i twoich doświadczeń. Jest dużo miejsca na urozmaicenie. Po co zawężać punkty odniesienia? Mam wrażenie, że ilustracja może być czymś dużo szerszym.

Jak ty się uczyłeś? Co było dla ciebie najbardziej znaczące w tym procesie?

Moja córka urodziła się w momencie, w którym w Polsce zaczęły pojawiać się dobre publikacje dla dzieci, zaczęły kiełkować świetne wydawnictwa. W naszym domu szybko zaroiło się od ciekawego materiału. Oczywiście obraz sam w sobie zawsze mnie interesował i zajmowałem się nim na różne sposoby, ale dopiero wtedy doszedłem do wniosku, że mógłbym i chciałbym zajmować się ilustracją. Po tym, jak ukończyłem historię sztuki, nauczyłem się obsługi programów, do tego szczypta internetu i mnóstwo picture booków. Podpatrywanie, kopiowanie – pierwsze trzy czy cztery lata to dochodzenie do własnego głosu.

Strony typu Behance, Instagram czy Pinterest zalewają nas obrazami i trendami.

Tak, zagrożenie unifikacją widać zwłaszcza w projektowaniu, bo w ilustratorstwie jest jednak nacisk kładziony na oryginalność. Tak czy owak, przeglądając obecnie internet, ludzie widzą mniej więcej to samo, bo korzystają z zaledwie kilku wspólnych stron-agregatorów. Do tego dochodzi unifikacja narzędzi. Są trendy i popularni ilustratorzy, którzy są kopiowani, ale każdy, kto to robi, po jakimś czasie dochodzi do (w miarę) wyrazistej (w miarę) własnej formy – pozostawmy jedynie margines dla kilku nieustępliwych epigonów. Co ciekawe, program Kopublikacji musiał ulec zmianie na przestrzeni lat, bo część rzeczy, o których mówiłem na pierwszej edycji, na przykład jak założyć stronę internetową albo czym jest naświetlarka, to dzisiaj wiedza powszechna dostępna on-line.

Jeśli będziesz brał udział w kolejnej edycji Kopublikacji, to co zmienisz w programie?

Chyba jesteśmy na bieżąco. Jedna złota zasada: nie siedzieć cały czas nad jednym projektem. Pomijając to, że każdy z zapraszanych prowadzących działa według własnego autorskiego programu, uważam, że istotne jest przeplatanie, czasami żmudnej, pracy nad ilustracją do końcowej publikacji z ćwiczeniami, rozmowami, mikrowykładami, omawianiem cudzych i własnych portfolio. Po prostu dużo bodźców jednocześnie i impulsów do poszerzenia wiedzy plus „atmosfera pracy w grupie” – gdzieś po drodze powinien wytwarzać się rodzaj entuzjazmu.


Wywiad jest częścią wystawy Kopublikacja. Wystawa nie tylko o książce w galerii Dizajn BWA Wrocław. Kopublikacja to wielomiesięczny cykl warsztatów dla projektantów i ilustratorów, którzy pracowali na przygotowaniem antologii opowiadań wybranych przez organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania.

rozmowa: Beata Bartecka, ilustracja: Paweł Mildner