W

W jaki sposób uczyć o projektowaniu książek poza kwestiami technicznymi czy funkcjonalnymi? Jak uczyć o estetyce projektowania?

Robert Oleś: Nie sposób tego wydzielić i uczyć o tym osobno. Każdy, kto chce projektować layout, musi poznać reguły, żeby wiedzieć, w jakim celu ktoś z nich korzystał, dlaczego przez 400 lat wypracowano określone rozwiązania. Można projektować intuicyjnie, korzystając z doświadczenia zdobytego w innych dziedzinach projektowania, nie znaczy to jednak, że wszystkie elementy zostaną właściwie dobrane i zaprojektowane. Jeżeli ktoś wcześniej nie zajmował się projektowaniem książki, to po prostu nie widzi.

Jak nauczyć się patrzeć?

Warsztaty zawsze zaczynamy od samodzielnej oceny wybranej książki. Dzięki temu mogę zobaczyć, co dana osoba wie o książce, jak ją postrzega, jaka jest jej estetyka. To, jaki styl wybieramy i w jakim kierunku próbujemy projektować zależy od wielu czynników. Praktyka czyni mistrza: im dłużej się czymś zajmujemy, tym robimy lepsze projekty i więcej widzimy. Bez nauki patrzenia nie ma możliwości mówienia o plastyczności projektu.

Co jeszcze jest ważne?

Wystarczająca znajomość programu i swobodne się w nim poruszanie. Tak jak kamieniarz musi świetnie operować dłutem i znać gatunki kamienia, to projektant powinien znać Adobe InDesign i technologię fontów.

Osoby, które zaczynają projektować, lubią eksperymentować. Jest u nich ogromna siła ciągnąca przeciwko regułom.

Jak już mówiłem reguły trzeba znać, choćby po to, żeby wiedzieć, co się odrzuca. Weźmy na przykład dwóch projektantów: jednego amatora, który dopiero zaczyna, i drugiego cenionego zawodowca, który zajmuje się tym od lat. Teoretycznie mogliby zrobić projekty, z których każdy zostanie dobrze oceniony. Jednak w książce zawodowca nie będziemy widzieć ewidentnych błędów w proporcjach czy światłach. Chociaż na pierwszy rzut oka projekt amatora może się wydawać ciekawszy, żywy, bardziej nowoczesny czy awangardowy, to potem i tak spokojnie trzeba zweryfikować, czy jest wystarczająco dobry do czytania, czy rzeczywiście nadaje się do tego, do czego ma służyć.

Projektujesz, wykładasz, uczysz. Wydajesz też książki o projektowaniu i typografii. Twoje poczucie misji jest bardzo rozwinięte. Wydaje mi się, że wydajesz nie tylko to, co chcesz i lubisz, ale patrzysz na ogólny stan wiedzy w Polsce.

Mamy bardzo niewielkie wydawnictwo, przypuszczam, że to najmniejsze wydawnictwo w Polsce ale w tematyce projektowania książek i typografii – największe. Powoli udaje nam się zasypywać tę przepaść, która się wytworzyła w czasach socrealizmu. Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia –  teraz zupełnie inaczej się projektuje, tym bardziej, że książki zaczynają przejmować niektóre elementy z książki elektronicznej i stron internetowych. To wszystko się zmienia bardzo szybko.

Jak wybieracie tytuły, które chcesz wydać?

Przede wszystkim chcieliśmy wydać książki, które stałyby się podręcznikami dla projektantów krojów pism drukarskich. Obecnie edukacja o projektowaniu krojów jest trochę zaniedbana, nawet jeśli na uczelniach m.in. w Krakowie, Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu można się o tym uczyć, to niekoniecznie potem ta wiedza jest wykorzystywana na rynku komercyjnym. Zmiany, które pojawiły się na rynku fontów w ostatnich dekadach, sprawiły, że pojawili się ludzie niekoniecznie związani z akademią sztuk pięknych. Nasze książki mają ułatwić edukację. Widzimy, że ludzie się nie boją: zaczynają projektować, publikować, zakładać własne firmy i też uczą kolejne osoby. Za dziesięć czy piętnaście lat będziemy mogli powiedzieć, że w Polsce mamy kilkunastu uznanych projektantów, a nie tak jak teraz – kilku. W pewnym sensie seria dotycząca projektowania krojów pisma jest już zamknięta: wydaliśmy podręcznik Cristóbala Henestrosy, Laury Meseguer i José Scaglione Jak projektować kroje pisma. Od szkicu do ekranu, kolejną pozycją była Kreska Gerrita Noordzija, następnie Projektowanie ikon i piktogramów Eleny González-Mirandy i Tanii Quindós, a ostatnią książką jest Kursywa Hendrika Webera.

Druga seria to podręczniki do nauki projektowania książki.

W tej serii mamy trzy ważne książki: Elementarz stylu w typografii Roberta Bringhursta, Detal w typografii wybitnego szwajcarskiego projektanta Josta Hochuliego, oraz poszukiwany i ceniony podręcznik Michaela Mitchella i Susan Wightman, Typografia książki. Podręcznik projektanta. Dają one możliwość rozpoczęcia pracy w tej branży każdemu, kto się chce zająć tym tematem i kto świadomie z nich skorzysta.

Macie też tytuły bardziej otwarte, które opowiadają po prostu o kulturze wizualnej, jak chociażby Adriana Frutigera Człowiek i jego znaki.

Tak, wydajemy też książki poszerzające wiedzę ogólną o projektowaniu. Oprócz książki Frutigera wydaliśmy felietony Bruno Munnareigo Dizajn i sztuka, oraz Esej o typografii Erica Gilla, a ostatnio świetny zbiór esejów o kulturowych aspektach typografii od Guttenberga do współczesnych trendów XXI wieku pod tytułem Triumf Typografii. Mamy też zabawną i wciągającą książkę Keitha Houstona Ciemne typki. Sekretne życie znaków typograficznych. Zaczęliśmy też serię Estetyka książki. To krótkie eseje, w granicach 96 stron, które są autorskimi projektami i osobistymi manifestami wybitnych typografów, to bardzo zaawansowane wykłady, które wymagają pewnego obycia, i które trafiają do szerszego grona, nie tylko projektantów, ale też czytelników i wydawców. Do tej pory ukazały się eseje Hansa Rudolfa Bossharda, Roland Reußa, a na majowych targach książki w Warszawie będziemy promowali najnowszą książkę z tej serii: Friedricha Forssmana Jak projektuję książki.

Wydawcy?

Są o tyle ciekawe i wartościowe, że zwłaszcza wydawcy powinni je przeczytać [śmiech]. Łączy je nie tylko format, każdy autor projektuje własną książkę i każdy tym projektem próbuje bronić swoich tez. Czytelnik ma więc rzadką możliwość analizy i oceny tego, na ile autorowi projektu udało się zrealizować, ale też i obronić swoje tezy, o których pisze.

Klasycznie każde starsze pokolenie narzeka na młodsze. Jak ty postrzegasz młodych projektantów?

Według mnie młodzi ludzie, którzy wchodzą ten temat, chcieliby to zrobić „już”. Nauka projektowania to proces długotrwały – trzeba przerobić pewne tematy, by móc świadomie wykorzystywać je potem w pracy. Dodatkowo nie wszyscy młodzi potrafią korzystać z dostępnych dóbr w postaci publikacji czy wiedzy w internecie. Wszystkiego, czego się nauczyłem, nauczyłem się z książek. Nie chodziłem na kursy, nie uczyłem się od kogoś, szukałem tej wiedzy i najłatwiej było mi to znaleźć w publikacjach. Znacznie lepiej uczy się z przygotowanego wykładu w formie książki niż z samodzielnie zebranych informacji porozrzucanych w internecie. Jest to wiedza poszatkowana, nie zawsze te informacje są na odpowiednim poziomie merytorycznym. Młodemu projektantowi trudno jest ocenić, co w tym nawale informacji jest wartościowe. Zupełnie innym problemem jest nadmierne naśladownictwo. Instagram, Behance czy inne portale promujące portfolia bardzo mocno tworzą trendy. Oczywiście trendy są ważne, bo w końcu mówimy o komercyjnym projektowaniu, jednak początkujący projektanci nie próbują tego analizować i zrozumieć kontekstu choćby historycznego. Czerpią z tego bezrefleksyjnie. Czasem warto się zastanowić, czy jakiś modny projekt przetrwa próbę czasu. Mimo wszystko to cały czas jest świat małych wydawnictw. To są tylko nasze branżowe sukcesy. Nikt spoza branży o nas nie wie. Nawet jeśli tysiące ludzi siedzi i czyta, to im bardziej publikacja jest dla nich przezroczysta, tym lepiej. Może przez chwilę czytelnik doceni projekt i skład, może to nawet pomóc mu przy zakupie, ale potem i tak okaże się, że najważniejsze będzie dla niego to, jak się tę publikację czyta, czy jest dobrze zredagowana i oczywiście, czy warto ją w ogóle czytać. Dobry projekt powinien być dla czytelnika niezauważalny w trakcie lektury.


Wywiad jest częścią wystawy Kopublikacja. Wystawa nie tylko o książce w galerii Dizajn BWA Wrocław. Kopublikacja to wielomiesięczny cykl warsztatów dla projektantów i ilustratorów, którzy pracowali na przygotowaniem antologii opowiadań wybranych przez organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania.

rozmowa: Beata Bartecka, foto: Alicja Kielan