W

W galerii fotograficznej Miejsce przy Miejscu 14 odbyła się sześciotygodniowa rezydencja w ramach serii Książka przy Miejscu, w której wzięli udział kuratorka Beata Bartecka oraz fotograf Łukasz Rusznica. Pracowali oni nad książką fotograficzną, której bazą są zdjęcia zgromadzone w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. Poniższa rozmowa to zapis ich przemyśleń i wrażeń, rodzaj dziennika czy pamiętnika, odtwarzającego emocje i refleksje na różnych etapach pracy.

(…)

Łukasz Rusznica: Zdjęcia robione przez agenta same stają się agentem. Te fotografie mają swój cel i perspektywę. Pracując z nimi, nakładamy na nie naszą optykę. Budujemy nowe wizualne powiązania, pewne narracje, ale nie jesteśmy w stanie usunąć oryginalnego celu i znaczenia. Stale to odczuwamy. Trzeba pamiętać, że nawet kiedy te zdjęcia nie przedstawiają przemocy, to same w sobie są przemocą. Kiedy pracowałem pierwszy raz z archiwami IPN do wystawy Jak fotografować? Wystawa zdjęć z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (galeria Miejsce przy Miejscu, 28.10–4.12.2014), wypracowałem mechanizmy obronne, polegające na nieczytaniu akt. Natomiast ty jesteś w innej sytuacji. Jestem ciekawy, jak twój organizm reaguje na te zdjęcia, kiedy masz w głowie te historie, akta, sprawy.

Beata Bartecka: Dopiero poprzedni tydzień mi uświadomił, jak bardzo mocno to na mnie wpływa. Od jesieni 2019 oglądam zdjęcia archiwalne i czytam sprawy*. Przygotowując też pliki do druku, musiałam obejrzeć wybrane przez nas 1700 zdjęć, a następnie pracować z nimi w galerii i potem w domu. Kiedy tworzę PDF z aktualną wersją książki, muszę ponownie przejrzeć te wszystkie pliki, by znaleźć odpowiednie, wykadrować. Czasami ten sam zbiór oglądałam pięć czy sześć razy dziennie. Teraz intensywnie pracujemy z samymi obrazami, ale nie jestem w stanie zapomnieć, czego one dotyczą. Nawet teraz, jak o tym mówię, czuję jak jestem spięta i muszę się przeciągnąć, bo zastygam w tym napięciu. Do poprzedniego tygodnia miałam poczucie, że to kontroluję i jestem świadoma, że stale oglądam bardzo trudny materiał. Robię też inne projekty, czytam książki, komiksy, oglądam coś na YouTube – mam inne bodźce. Jednak w tamtym tygodniu rozmawialiśmy z Łukaszem Adamskim, który pracował w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN podczas przygotowywania materiałów do wystawy o Auschwitz. Opowiedział o reakcji swojej i zespołu na ciągłe oglądanie tamtego materiału przez wiele tygodni. Dopiero ta rozmowa uświadamia mi, dlaczego ostatnio nie mogę spać, mam problem z koncentracją, często boli mnie brzuch, ogólnie czuję się źle i nie chce mi się pracować. Wcześniej trochę zrzucałam to na zmiany związane z odwołaniem większości restrykcji jeszcze w trakcie pandemii. Oczywiście, wszystko jest powiązane, ale zrozumiałam, że istnieje obciążenie wynikające z pracy z tym archiwum. To mi pomogło. Chociaż nadal mam różne „objawy”, to już wiem, skąd one mogą się brać.

Łukasz Rusznica: Fakt, że przez przypadek zostawiłaś w galerii dysk ze wszystkimi zdjęciami i nie mogłaś pracować przez kilka dni w domu, sam już coś mówi.

Beata Bartecka: Warto dodać, że my nie pracujemy na bardzo drastycznych obrazach. W znacznej mierze wyglądają jak normalne zdjęcia: portrety, zwykłe obiekty, sytuacje na ulicach, jakieś krajobrazy. Jest jednak cała świadomość konsekwencji, które doprowadziły do powstania danej fotografii. I nie chodzi tutaj o wielkie narracje czy historię przez wielkie „H”. Wiele jest tutaj mikrohistorii, czasami w obrazach bardzo niewinnych. Ot, zdjęcie z imprezy rodzinnej czy spotkania znajomych przy ognisku. Jest jednak świadomość, że ktoś to sfotografował albo zabrał z prywatnego albumu i przekazał służbom, czyli działał na szkodę swoich bliskich – z różnych względów, bo nie możemy tego łatwo oceniać. Są też na przykład zdjęcia uchodźców z Grecji, którzy uciekli przed wojną domową, zostali przyjęci do polskiego szpitala na rehabilitację z powodu trwałych uszkodzeń ciała. Te zdjęcia pokazują, jak system pomagał im wracać do sprawności. Jednak kiedy widzisz te osoby, to wiesz, że nie przyjechały tutaj na wakacje. Zostały zmuszone, żeby opuścić swój rodzinny kraj. Chociaż często nie mają ręki albo nogi, to na zdjęciach uśmiechają się i pokazują, że są twardzielami i świetnie sobie radzą. Jest też trochę absurdalnych fotografii, na przykład ta, na której około trzydzieści psów siedzi w równych rzędach, a przed nimi stoi milicjant. Śmiejemy się, ale z tyłu głowy masz ten kontekst. Nie da się tego wymazać.

Łukasz Rusznica: Czy w pracy ze zdjęciami ta wiedza ci pomaga?

Beata Bartecka: Nie wiem, myślę o kategoriach fotografii funkcjonujących w archiwum i o tym, czy w naszej książce wszystkie one są reprezentowane. Wtedy wiedza pomaga, ale i czasem utrudnia. Pracując nad jednym z zestawów nie dawało mi spokoju to, że stawiamy obok siebie zdjęcia milicjantów i ofiar prześladowań przez SB. Zdjęcia siedziały ze sobą, ale ja i tak miałam w głowie, kim są ci ludzie i to powodowało opór. O takich momentach pisze Katherine Biber, badaczka kryminologii i historyczka zajmująca się relacją między dowodami kryminalnymi a kulturą wizualną. Zwraca ona niezwykłą uwagę na konieczność budowania wrażliwości wobec ofiar wśród twórców i badaczy, którzy działają na archiwach.

(…)


Fragment tekstu, który ukazał się w magazynie POSTMEDIUM.

* Badania w IPN Beata Bartecka realizuje w ramach stypendium twórczego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2020).