J

Jak uczyć o ilustrowaniu?

Wojtek Otecki: Chyba dobrze jest nie mieć określonej metodyki. To nie jest nauka ścisła. Wydaje mi się, że dobrą metodą jest sposób z Kopublikacji, gdzie zapraszani są różni twórcy. Każdy wnosi coś swojego, innego.

Na czym się skupiłeś podczas zajęć na Kopublikacji?

Chociaż zajmuję się ilustracją, nie jest jednak moje główne pole działań, mocno siedzę w grafice warsztatowej, dlatego trochę inaczej podszedłem do zajęć. Rozmawialiśmy o mediach w czasach postcyfrowych. Jak można dzisiaj, mając świadomość o różnych mediach, kształtować i kreować ilustrację? Każdy miał do zrobienia drzeworyt. To było techniczne zadanie, chociaż sprawiło trochę problemów, w dobrym tego słowa znaczeniu. Zależało mi, by pokazać, jak można symulować różne techniki druku. Wiadomo, że praca ilustratora jest dosyć szybka ze względu na terminy. Jeśli ktoś chce sięgnąć do medium, które jest bardzo pracochłonne, to można to jakoś symulować. Patrząc na różnych ilustratorów, nie widzę takiego powiewu myślenia szerzej o mediach, który jest w grafice artystycznej czy w sztukach wizualnych tworzonych komputerowych. Trochę chciałem otworzyć uczestników Kopublikacji na te zagadnienia. Oczywiście jedne zajęcia jest za mało, by pokazać wszystkie możliwości, ale zawsze potem mogą to już sami rozwijać.

Jak uczyłeś się o ilustrowaniu?

Studiowałem na wrocławskim ASP, ale samej ilustracji uczyłem się poprzez praktykę. Jak zdecydowałem się zarabiać jako grafik, to siłą rzeczy pojawiały się opcje ilustrowania, czyli pracy z tekstem czy też z muzyką poprzez okładki do płyt. Na początku chciałem bardzo dobrze odpowiedzieć na te zadania, a okazywało się, że klienci oczekiwali, że zrobię coś swojego, przefiltruję to przez swoją wyobraźnię.

To dobrzy kliencie.

Tak. W sumie gdybym miał nauczyć kogoś ilustracji “nieosobistej”, to nie jest moja działka. W rozmowach z uczestnikami Kopublikacji namawiałem do tego, żeby być w 100% sobą i dojść do tego etapu, kiedy wybierają cię, ponieważ komuś odpowiada twój rodzaj wrażliwości, inteligencji, palety barw etc. Agencje dzielą twórców na różne kategorie i style, czasami są absurdalne podziały. Sam często się czułem zniewolony przez własne etykiety. Wiele ilustratorów boryka się z odnalezieniem własnego języka. To jednak bywa pułapką, bo później przez lata trzeba trzymać się tego stylu. Nie każdy to potrafi, niektórzy lubią szukać nowych rzeczy. Jak się nie boisz ryzykować i zmieniać, to warto tworzyć portfolio z różnych, dziwnych rzeczy. Myślę, że potem lepiej ułoży się współpraca z klientami. Tak jak w przypadku projektowania graficznego, gdzie cenieni są ci, którzy mają różnorodne portfolio. Ogólnie dla mnie trudno jest być ilustratorem. Miałem na przykład zlecenie na stworzenie projektów na deskorolki dla kobiet. Przygotowałem ilustrację, która zupełnie im się nie spodobała, bo była za mroczna, za mało pozytywna. Akurat wtedy tak się czułem i miałam taką potrzebę. To się jednak nie sprawdziło. Wtedy nie przygotowałem innej ilustracji, ale parę razy robiłem kolejne wersje, co strasznie mnie męczyło.

Na zajęciach w Kopublikacji często pojawiał się temat, jak poradzić sobie z niekończącymi się poprawkami i kolejnymi wersjami danej ilustracji.

Mam na to prosty sposób. W umowie zawieram ilość poprawek, które są gratis. To działa, nadaje to dyscyplinę.

Czy teraz ilustratorom jest łatwiej czy trudniej rozwijać swój język, kiedy jednocześnie są tak mocno otoczeni obrazami i mają bardzo łatwy i szybki dostęp do prac innych osób.

To zależy od nastawienia. Niektórzy chcą się szybko znaleźć na poziomie innych, którzy wiele lat pracowali nad swoim stylem. Można podpatrzeć i brzydko mówiąc, ukraść ten styl. I chyba nikt już nie uważa tego za kradzież. Jestem trochę zgorzkniały w tym temacie. Mam myślenie wywodzące się z lat 90. i sceny graffiti: jak ktoś coś wymyślił, a inna osoba to skopiowała, to było źle widziane, nawet jeśli zrobił to lepiej. Zauważam, że roczniki urodzone już w latach 90. nie mają już tego myślenia. Nie mówię, że to źle. Nie oceniam. Ogólnie wydaje mi się, że jest trudniej, bo szybko znajdzie się ktoś, kto w takim samym stylu zrobi szybciej, taniej i może nawet lepiej.

Co byś polecił młodym ilustratorom?

To, co jak mówiłem na Kopublikacji: ilustratorzy nie powinni szukać inspiracji w ilustracji, bo to jest za bliski świat. Tylko w malarstwie, rzeźbie czy nawet muzyce. Nie chodzi o to, by być zawsze tym, który wymyśli coś zupełnie nowego, ale żeby zawsze trochę dodawać i rozwijać. Fajnie też, by ilustrowanie czemu służyło, nie tylko zarabianiu kasy. Zastanawia mnie jeszcze taka kwestia. Obrazek dzisiaj działa przede wszystkim na emocje. Na przykład przy ilustrowaniu powieści, to nie ma co dodawać czy powielać fabułę – dobrze, jak działa czysto emocjonalnie, po prostu podbija nastrój. Jednak w innych przypadkach, gdy trzeba coś zakomunikować, to pojawia się problem. Skoro nie jesteśmy już tak biegli w czytaniu symboli, to jak to robić? Można narysować węża i działa to na poziomie emocjonalnym, ale można się zastanowić, co on znaczy w kulturze. Jak się zna kody kulturowe, to zupełnie zmienia to wartości naszych prac. Gdyby zrobić ilustrację i wybrać bohatera memów, czyli taki nowoczesny kod kulturowy, to wiadomo, że obraz nabierze dodatkowych znaczeń. Ilustrator powinien znać historię sztuki, musi wiedzieć, jak się rozwijała ilustracja, jakie znaczenie ma dany przedmiot czy symbol. By oprócz tych czysto emocjonalnych poziomów, umiał też zawrzeć treści dodatkowe. Po prostu musi dużo myśleć.


Wywiad jest częścią wystawy Kopublikacja. Wystawa nie tylko o książce w galerii Dizajn BWA Wrocław. Kopublikacja to wielomiesięczny cykl warsztatów dla projektantów i ilustratorów, którzy pracowali na przygotowaniem antologii opowiadań wybranych przez organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania.

rozmowa: Beata Bartecka, foto: Bartłomiej Sroka