T

To wystawa o zaskoczeniu, o oczekiwaniach i o tym, jak bardzo potrafimy się pomylić.

Według Michała Pawła Markowskiego „praca poety polega na przedstawieniu uczuć, a tym samym na uwalnianiu się od nich”. Skoro zatem Mickiewicz uwalniał się od emocji, co robi osoba, która tworzy ilustrację do poematu? Czy uwalnia się ze swoich emocji, zrzucając na barki odbiorcy podwójną ich dawkę? Czy może nic się nie dzieje, a obraz służy jedynie za wytchnienie dla oczu, które, zmęczone kolejnymi wersami, w końcu natrafiają na kolory i kształty pozbawione typografii?

Pytanie, czym jest ilustracja, do czego służy, o ile służy, i w jaki sposób poprzez relację z tekstem oddziałuje na odbiorcę, to również pytanie, kim jest ilustrator (rozumiany także jako osoba wykorzystująca medium fotografii czy małych form rzeźbiarskich, nie tylko ołówek, kredki czy tablet). Czy jest artystą? Czy może jest jak Kolos Rodyjski, który „w rozkroku” łączy sztuki wizualne z projektowaniem graficznym? Wydaje się oczywiste, że pragnie ekspresji, ale czy jednocześnie myśli o czytelności przekazu i spełnieniu „jakichś” oczekiwań grupy odbiorców? A może myśli o tym, co powiedzieć jako głos równorzędny poecie? Powiedzieć, nie tyle interpretując to, co czyta, ale bardziej wyrazić obok znaczeń, które budują tekst. Obok, czy też z ukosa. Tak, by uwidocznić to, co może pozostać niezauważone.

Idąc tym tropem, w 2016 i 2017 roku zaprosiłam do współpracy dwanaścioro, a właściwie trzynaścioro (licząc Studio Fontarte jako duet) twórców wizualnych. Każdy miał do przygotowania ilustrację do jednej z ksiąg Pana Tadeusza. Technika dowolna, format stały (70×100 cm). Zaprosiłam i czekałam, co zrobią, jakie emocje z siebie zrzucą i jak odbiją się w wersach polskiego Wieszcza. Dla zaproszonych do projektu twórców powrót do lektury poematu był zawsze powrotem po latach rozłąki. Czytany ostatnio w liceum, o ile w ogóle czytany, a nie jedynie przerabiany z wykorzystaniem płaskich opracowań i streszczeń. Ilustrator Paweł Janczarek mówił o tym delikatnie („Język Adama Mickiewicza nie jest prosty”), ale już fotografka Karolina Zajączkowska była bardziej bezpośrednia („Zadanie zmierzenia się z epopeją narodową z początku brzmiało dla mnie groźnie”). Mając w głowie szkolne, pewnie mocno Gombrowiczowskie wspomnienia, ostatecznie są poruszeni, zaskoczeni. Pan Tadeusz okazuje się być książką, która niesie ze sobą przyjemność czytania. Manio Lo pisał do mnie: „Warto, bo język i budowa poematu zachwycają”; zaś Anna Walterowicz aż kipiała entuzjazmem: „Ujęły mnie bajkowa atmosfera poematu i opisy przyrody zespolonej z duszą bohaterów, a zaskoczyły lekkość i humor, który kompletnie umknął mi podczas czytania w liceum. Wówczas dzieło odebrałam znacznie poważniej i bardziej patetycznie”. Owe zetknięcie się z poematem jeszcze inaczej widzi fotografka Marta Zdulska, która od razu starała się nawiązać koleżeńską relację z poetą: „Z Adamem Mickiewiczem łączą nas romantyczna tułaczka i wieczna tęsknota za tym, co znamy. Cierpimy z oddali. Przyznam szczerze, obojgu nam ciężko byłoby wysiedzieć w jednym miejscu. Chociaż znamy polski język i kulturę, to ze względu na dystans nasza wizja jest lekko przeterminowana. Na dodatek przestaję używać polskich znaków; nie wiem, co na to Adam?!”.

[…]

Fragment tekstu, który ukazał się w publikacji towarzyszącej wystawie Księgi Pana Tadeusza, wydanej przez Muzeum Pana Tadeusza.


tekst: Beata Bartecka, foto: Alicja Kielan