N

Na dworze jest upał, atmosfera wakacji, przechodzimy przez lunchowy tłum w przestrzeni OFF Piotrowska, który konsumuje drogie potrawy w licznych restauracjach i barach. Wczoraj spóźnione na wieczorne wernisaże nie zdążyłyśmy przed zamknięciem (ale to dobrze, bo kto ogląda wystawy na tłocznych otwarciach?). Wchodzimy od razu na górę, gdzie przestrzeń tymczasowo zaadaptowana na potrzeby Fotofestiwalu opowiada o tym, co najważniejsze dla osób z Ukrainy i Białorusi. I nie chodzi o tu i teraz, nie chodzi o to, że dzisiaj należy ich pokazywać i oddawać im głos. Po prostu warto. Warto, bo to mocne rzeczy. Przemyślane i mądre, a przy tym czasami tak proste w swojej formie.

Nawet teraz, gdy to piszę, siedzą mi w głowie różne zdjęcia, w tym chociażby portret leżącej kobiety z Lamkist autorstwa Eleny Subach, Zielnik protestu kobiet Evy Yarrow czy zdjęcia Yauhena Attsetskiego z domu, który nie istnieje. Są piękne, nawet jeśli potem masz ochotę wyjść i zwymiotować nagromadzony lęk, strach, gniew, bezradność. Chcesz płakać i krzyczeć jednocześnie. Obie z Hanią jesteśmy tak bardzo poruszone, że żadne potem prezentacje z czeskiej szkoły w Opawie, które są piętro niżej, nie mają znaczenia. Ale przecież mają, bo tam również są rzeczy, których warto doświadczyć. Ponownie jednak mam problem z brakiem interakcji pomiędzy projektami. Wystawa jest tak skomponowana, że buduje przestrzeń z tłocznym zbiorem, a nie rozmawiającą i słuchającą siebie nawzajem wspólnotą.


tekst: Beata Bartecka
praca: Pavel Krichko z wystawy Dom który nie istnieje (Fotofestiwal – Miesiąc Fotografii w Mińsku)

Fragment tekstu o Fotofestiwalu – Międzynarodowym Festiwalu Fotografii w Łodzi, który ukazał się w Magazynie Format.