C

Czego nauczyłaś się na studiach na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi?

Ola Niepsuj: Moja droga z ilustracją rozpoczęła się dzięki uczelni i wyjazdowi na Erasmusa do Portugalii. Wykładowcy zasugerowali, by zamiast jechać na zajęcia z malarstwa czy grafiki warsztatowej, spróbować czegoś nowego. I tym była właśnie ilustracja. Okazało się, że jest to dziedzina leżąca pomiędzy sztukami wizualnymi a projektowaniem graficznym, którego się uczyłam. Z jednej strony to akt twórczy, forma ekspresji, działania intuicyjne, ale z drugiej – tak jak w projektowaniu – rozwiązywanie problemów, komunikowanie idei, jednym słowem odpowiadanie na potrzeby klienta.

Czy specyfika tej uczelni mocno wpłynęła na twój sposób myślenia i język wizualny?

Tradycja ASP w Łodzi w dużym stopniu wynika z dorobku artystycznego jej patrona, Władysława Strzemińskiego. Dla przykładu, program nauczania Katedry Projektowania jest twardo osadzony w tradycji konstruktywizmu. Dizajn jest mniej nasiąknięty działaniami analogowymi, mocno wyróżnia sie nurt projektowania przy użyciu wyłącznie elementów typograficznych. Sztuki piękne i projektowanie graficzne są mocniej od siebie oddzielone niż ma to miejsce na przykład na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Jak uczyć o ilustracji?

To, że ilustracja, wg definicji jest odrębną dziedziną, pomiędzy sztukami pięknymi a projektowaniem graficznym, jest dla dydaktyków najciekawsze. Efekty pracy ilustratora, w części podlegają ocenie gustu, a częściowo ocenom funkcji i zdolności komunikacji idei. Jeżeli chodzi o kwestie artystyczne polecam zaufanie intuicji oraz opanowanie warsztatu. Trzeba wysiedzieć godziny przy biurku czy laptopie, nauczyć się obserwacji rzeczywistości, uruchomić pokłady wrażliwości i przenikliwości. To indywidualny rys, który każdy trudniący się ilustracją powinien zachować i który świadczy o jej wartości. Staram się pomóc każdej osobie nakreślić, co jest wyróżnikiem w jej przypadku, oczywiście w momencie naszego spotkania.

Jak uczysz o tej drugiej części, czyli merytoryce ilustracji.

Zawsze mówię, że każdy może nauczyć się rysować na bardzo przyzwoitym poziomie. Ale trzeba też nauczyć się – o czym wiele osób zapomina – myślenia koncepcyjnego oraz komunikacji w sposób zrozumiały dla danej grupy odbiorców. Po prostu uczę myślenia obrazem, to jest nowy język i trzeba go się uczyć tak, jak się uczysz chociażby angielskiego. Oczywiście, u każdego ten język ma inny akcent, wynikający z tej intuicyjnej, pierwszej części, ale zasady jego gramatyki są konsekwentne.

Bardzo dużo uczysz też o zarządzaniu sobą w czasie.

Tego nauczyłam się od rodziców, którzy prowadzą firmę. Przez to, że trzeba ciągle szukać inspiracji, obserwować świat i mieć inną wrażliwość, to jednocześnie trzeba nauczyć się zamykać to w jakiś ramach, po prostu, żeby nie zwariować. Tego mi bardzo brakowało w pierwszych latach pracy w zawodzie – wydawało mi się, że ktoś odłączył mnie od inkubatora. Nieprzekraczalne terminy realizacji, kary umowne, wycena godzin pracy – nikt na to nawet nie zwrócił uwagi. Ilustracja to proces, który zajmuje określoną ilość czasu, dlatego dobrze jest widzieć, ile dana część pracy, w tym także chociażby odpowiadanie na maile, zajmuje godzin. Uczę więc tego, czego najbardziej mi brakowało, kiedy byłam na początkującym etapie, na jakim obecnie są moi studenci czy też uczestnicy warsztatów.

Opowiadasz o zawodzie ilustratora w sposób bardzo biznesowy. Pokazujesz, jak ocenić czas pracy, przygotowywać wycenę i umowę czy nawet jak pisać maile.

To jest porada, która ostatecznie pomaga również mnie jako ilustratorce. Wszyscy kreujemy wizerunek tego zawodu. Kim jest ilustrator? Bardzo często mi się zdarza, że wiele osób nie ma pojęcia, co to znaczy. Wydaje mi się, że jesteśmy teraz na etapie budowania tożsamości zawodu “ilustratora”. Kiedy mówimy o architekcie, to zawód ten kulturowo wzbudza szacunek, a przecież opiera się na identycznej zasadzie połączenia artystycznej wizji z realnymi zadaniami. Ale chyba nikt nigdy nie pomyślał o architekcie jako typowym artyście. Moje nauczanie koncepcji zawodu wynika z pewnego rodzaju poczucia misji, chęci stworzenia odpowiedniego wizerunku i odcięcia się od jakiegoś stereotypowego myślenia o ilustratorze-artyście, jako wagabundzie, bumelancie czy osobie niezaradnej życiowo. Oczywiście bardzo ważne jest, by rozwinąć się warsztatowo, ale tempo tego rozwoju to bardzo indywidualna kwestia. Możemy poddawać uczniów silnym bodźcom przyspieszającym ten proces, ale na niego mniejszy wpływ niż na kwestie merytoryczne które mogą ułatwić pracę w zawodzie.

Social media i różnego rodzaju portale z portfoliami są niezbywalną częścią budowania swojej marki jako ilustratora i możliwością dotarcia do klientów. Czy widzisz je również jako przestrzeń do edukacji wizualnej?

Osobiście inspiracji szukam w codzienności, a także w działaniach plastycznych o bardziej archaicznym charakterze. W internecie jest spory problem z tożsamością, często trudno odróżnić portfolio jednej osoby od drugiej. Kiedyś, z powodu wolniejszego obiegu obrazu mody trwały dłużej i więcej było w nich lokalnych pierwiastków kulturowych, indywidualnego rysu. Rzadko mówi się o zdemobilizującym charakterze social mediów, a zatem przeciwieństwie rozwoju i edukacji. Tempo pojawiania się nowych prac może poszukującego (i nie tylko) twórcę poważnie zdeprymować.

Czy w ilustracji są jakieś trendy, które nie tracą na swojej aktualności?

Dobry pomysł. Język ilustracji jest tak samo dynamiczny jak mowa. Kiedy próbuję rozmawiać z nastolatką, to ona używa innego języka, niż ja, a ja posługuję się innym kodem niż moi rodzice. Podobnie jest w języku ilustracji, który nieustannie się zmienia. To jej immanentna cecha. Jeśli jednak coś było świetnym pomysłem, to pomysł z nami zostaje, nawet jeśli jest archaiczne rysowane. Bo znakomity pomysł nie podlega modzie.


Wywiad jest częścią wystawy Kopublikacja. Wystawa nie tylko o książce w galerii Dizajn BWA Wrocław. Kopublikacja to wielomiesięczny cykl warsztatów dla projektantów i ilustratorów, którzy pracowali na przygotowaniem antologii opowiadań wybranych przez organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania.

rozmowa: Beata Bartecka, foto: Piotr Niepsuj